В лунный холод, к небесам,
К серебру пройти сквозь злато.
К смерти ясным чудесам,
К счастью, что замысловато.
Были - смех и колдовство.
В снах хмельных - толпились боги.
Сколько было их всего?
Не найдут назад дороги.
Что осталось? Вышина,
Без причины даль открылась.
Золотая тишина -
Пена лишь засеребрилась.
Встретить там тебя хотел.
Пусть твой лик в ночи блистает.
Только наших хрупких тел
На луне мне не хватает.
Нашу кровь та ночь взяла.
Льется медью - кровь земная.
Крепко наши спят тела,
Ничего о том не зная.
Wiersz Księżycowy
W księżycowy wniknąć chłód,
Wejść w to srebro na wskroś złote,
W niezawiły śmierci cud
I w zawiłą beztęsknotę!
Był tam niegdyś czar i śmiech,
Tłumy bogów w snów obłędzie -
Było dwóch i byóo trzech -
Lecz żadnego już nie będzie!
Został po nich - rozpęd wzwyż,
I ta oddal bez przyczyny,
I ten złoty nadmiar cisz -
I te srebrne szumowiny...
Tam bym ciebie spotkać chciał!
Tam się przyjrzeć twemu licu!
Właśnie dwojga naszych ciał
Brak mi teraz na księżycu!
Noc oddycha naszą krwią,
Krew podziemną płynie miedzą...
Nasze ciała teraz spią -
Nasze ciała nic nie wiedzą..